Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inspiracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inspiracje. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 listopada 2015

Problemy życia codziennego

Czy zastanawialiście się kiedyś jak wygląda przeciętna postać w grze RPG?
Większości z Was przyjdzie zapewne na myśl umięśniony bohater z rozwianą blond czupryną, na wspaniałym rumaku, w lśniącej zbroi płytowej dzierżący błyszczący miecz w prawicy. No ewentualnie może to być potężny mag, odziany od stóp do głów w najlepszej jakości atłasy z modnie utrefioną brodą. Oczywiście wariacji klas i stylów ubierania jest mnóstwo, ale jeśli Wasza wizja choć trochę zahacza w takie rejony, raczcie odpowiedzieć na kilka pytań.

  • Kiedy postać ostatnio brała kąpiel?
  • Kiedy ostatnio prane były ubrania?
  • Kiedy te ubrania były kupione/naprawiane?
  • Kiedy broda/czupryna ostatnio widziała balwierza?
  • Kiedy zbroje i broń były jakkolwiek reperowane?
  • Kiedy ostatnio koń był u kowala?

Nie będę chyba zbyt daleki od prawdy twierdząc, że przeważająca większość mogła by na wszystkie te pytania odpowiedzieć "dawno, bardzo dawno temu".
Z jednej strony podniosą się głosy, że to normalne, że w "średniowieczu" wszyscy śmierdzieli. Z drugiej zaś, skądinąd słuszna, uwaga, że RPG to nie "zabawa w dom" i każdej zmiany majtek nie trzeba "odgrywać". W obu tych kwestiach mogę powiedzieć, tak macie rację, ale...

Generalnie, jak we wszystkim, jestem za opcją "zdroworozsądkową". I tak, owszem, w większości światów fantasy można założyć że ktoś kto się od dwóch tygodni nie mył nie będzie wzbudzał niezdrowej sensacji. Nawet w lokalach gastronomicznych podczas konsumpcji. Tyle, że jak już się jeden z drugim wybiera w interesach do lokalnego władyki, to już wypadało by się choć trochę ogarnąć. Takoż skaleczenie zardzewiałą bronią wprawdzie może powodować zakażenie tężcem, ale chyba nie o to chodzi.

Pół biedy gdy przygody toczą się głównie w cywilizowanych okolicach, ale wybaczcie nie uwierzę, że po kilku tygodniach wałęsania się po krzakach, wykrotach, bagnach i lochach, niezliczonych potyczkach z goblinami, szkieletami czy innymi poczwarami, ubranie, ba zbroja, przypomina coś więcej niż szmatę do podłogi skrzyżowaną z narzutą typu "patchwork". To samo dotyczy oczywiście też reszty ekwipunku i wszelakich zwierząt towarzyszących dzielnym bohaterom.

Zastanawiałem się co zrobić z tym problemem nie popadając ze skrajności w skrajność. Z jednej mamy "odgrywanie" każdego mycia zębów i niezniszczalne przedmioty z drugiej. Najrozsądniejszym wydała mi się pewna umowna wartość oznaczająca zużycie ekwipunku. Do zadań MG będzie należało ustalenie jak wiele zachodu/pieniędzy będzie kosztowało gracza utrzymanie odpowiedniego stanu ekwipunku na danym poziomie. Warto zaznaczyć, że nie chodzi tu o poziom gracza, choć jest to powiązane, tylko ekwipunku. Oczywiste jest że mniej zasobów będzie pochłaniała zgrzebna szata mnicha a więcej atłasy czy złotogłowie.

Co pewien czas MG będzie uznawał, że poziom zużycia się podnosi, czasem może to być miesiąc siedzenia w w mieście, czasem tydzień w górach, a w skrajnych sytuacjach wystarczy wyjątkowo intensywna potyczka. Przy okazji pobytu w bardziej cywilizowanych okolicach, za odpowiednią opłatą ekwipunek można będzie doprowadzić znów do odpowiedniego stanu.

Jako że ostatnio modny jest powrót do "retro", może okazać się pomocna poniższa tabelka:

Poziom zużyciaStan ekwipunku
1Ekwipunek nowy, w idealnym stanie, zarówno wizualnie jak i użytkowo
2Ekwipunek jak nowy, widać że używany, ale nadal w bardzo dobrym stanie
3Sprzęt używany. Może byc brudny, lekko wytarty. Nadal dobrze spełnia swoją funkcję.
4Sprzęt mocno używany. Ubrania bardzo brudne, zdarzają się dziury, naddarcia lub pęknięcia. Broń może być lekko stępiona lub krzywa. Nadal nadaje się do użycia.
5Ekwipunek zaczyna zawodzić. Ubrania i zbroje mają sporo dziur, od wielkiej biedy bronią można jeszcze komuś zrobić krzywdę.
6Łachmany i złom. "Ubrania" dawno straciło prawo do tej nazwy, bardziej przypominają pozawijane wokół delikwenta szmaty niż cokolwiek innego. Broń jest połamana, tępa albo brakuje kluczowych elementów.

Oczywiście to tylko propozycja, można ją dowolnie rozwijać, dodawać modyfikatory do broni (np. -2 do obrażeń za zużycie), czy rzutu na reakcję. Poziom zużycia można stosować do całości ekwipunku danej postaci, grup ekwipunku (broń/zbroje/ekwipunek obozowy) lub też dla poszczególnych elementów wyposażenia, ale to już wydaje mi się lekką przesadą.

P.S. W następnym odcinku kilka słów o życiu w mieście.


wtorek, 4 sierpnia 2015

O jedzeniu słów kilka.

Istota problemu

Oprócz wielu innych problemów z którym spotkali (lub jeszcze spotkają) się gracze w "Tajemniczym Projekcie" został im jako bohaterom postawiony cel utrzymania przy życiu pozostałych współpasażerów. Jest to nie tylko bezpośrednia obrona przed "potworami" i "chorymi", ale także bardziej przyziemna sprawa w postaci zapewnienia wszystkim pożywienia w odpowiedniej ilości. O ile w przypadku kilkuosobowej drużyny wydaje się to drobiazgiem, to przy kilkudziesięciu czy kilkuset osobach, zaczyna się robić sporym problemem. Z jednej strony dla graczy, no bo skąd wziąć codziennie (!) te kilkaset kilogramów jedzenia. Z drugiej dla MG, bo chcąc zachować śladową dozę realizmu i obiektywność, ma przed sobą całkiem sporą buchalterię.

Kalorie

Jedym z pomysłów mających pomóc w tej kwestii, było określenie zapotrzebowania na jedzenie za pomocą umownych punktów kalorii. Założenie jest takie, że każdy dorosły człowiek potrzebuje dziennie 10 punktów by normalnie funkcjonować. Za pomocą prostej matematyki łatwo wyliczyć dzienne zapotrzebowanie całej grupy (ilość osób * 10) oraz aktualne "nasycenie" jako różnicę z ilości wymaganej i średniej faktycznie dostarczonej w ostatnich dniach. Z pewnego lenistwa, liczę tu tylko i wyłącznie średnią dla całej grupy a nie pojedynczych osobników.

Przykład:
W grupie mamy 130 osób - czyli zapotrzebowanie na poziomie 1300 punktów. Faktycznie udało się w dostarczyć 900, co daje około 69% wymaganej ilości. Jeśli w kolejnych dniach udało by się się dostarczać 95, 60, 110% wyliczamy po prostu średnią z ostatnich dni co daje około 83,5% ogólnego "nasycenia" grupy. Pozostaje tylko na koniec zaprezentować graczom wyliczony wynik w bardziej opisowej formie, czyli w tym przypadku było by to coś w stylu "ludzie są lekko głodni". Osobną kwestią zostaje określenie co się będzie działo gdy jedzenia naprawdę zacznie brakować, ale ten temat zostawię sobie na jeden z kolejnych wpisów.

Oczywiście mogą zdarzać się nadwyżki, które, jeśli nie panuje zbytni głód w grupie, można magazynować. Warto przy tym zachować zdrowy rozsądek i magazynować taką żywność która się nie psuje po kilku dniach. Ewentualnie wredny MG może wymagać od graczy określenia warunków przechowywania. Mam tu na myśli wędzenie czy peklowanie mięs, przetwory z warzyw i owoców itp. Oczywiście "wszyscy" to potrafią (evil grin).

Źródła pożywienia

Tak samo jak "zużycie" jedzenia jest rozliczane w punktach, tak samo rozliczam zdobywanie pożywienia. Każde potencjalne źródło ma losowy współczynnik "pozyskania" np. 3k10+20 na osobę pracującą nad "wydobyciem", oraz określenie czy się źródło zużywa, jeśli tak, ile pozostało do wyczerpania.
Przykład:

Nazwa Pole ziemniaków
Żywność k100+50 / na osobę dziennie
NieskończoneNie, pozostało 34000 punktów.
Typ żywnościSurowe ziemniaki

Ewentualnie:

Nazwa Las wokół osady
Żywność k50 / na osobę dziennie
NieskończoneTak, można zmieniać współczynnik w zależności od pory roku.
Typ żywnościW zależności od pory roku, owoce runa leśnego, zwierzyna

Dodatkowe źródła pożywienia

Zdarzyć się również może, że gracze podczas swoich wypraw znajdą dodatkowe racje żywnościowe. Ze względu na jednorazowość wydarzenia nie będą one zapisywane jako "źródła", ale, zwłaszcza przy większych ilościach, warto by również określić wartość punktową takiego znaleziska. Ja przyjąłem umowny przelicznik 200 kcal na punkt, a orientacyjne tabele kaloryczne można bez problemu znaleźć w internecie.

Podsumowanie

Oczywiście część lub nawet wszystkie te informacje można ujawnić graczom. Jeśli mają żyłkę do mikro zarządzania można z tego zrobić coś w rodzaju dodatkowej mini gry w której będą mogli zarządzać zasobami grupy, podziałem obowiązków itp. Tak czy inaczej, wymaga to pewnej buchalterii i z doświadczenia polecam założenie dodatkowego arkusza kalkulacyjnego do prowadzenia tego typu zabawy.


poniedziałek, 13 maja 2013

Fantasy na kołku

Drodzy współgracze.

W związku z tym że ostatnio w naszym grającym gronie pojawiło się kilka fajnych projektów które mniej lub bardziej można określić jako "fantasy", jakoś opadło mi ciśnienie na ciągnięcie projektu "Archipelag słońca". Dla niezorientowanych, miał to być dość rozbudowany moduł sandboxowo fantasy w klimatach wyspiarsko/pirackich. Nie wiem czy to kwestia przesytu czy też zbyt dużo próbowałem zrobić, od razu, sam, bez wsparcia ewentualnych graczy. Tak czy inaczej, straciłem zapał i projekt zawieszam. Nie będę oczywiście wyrzucał czy kasował tego co już powstało, może kiedyś do niego wróce, ale do tego czasu nie będę kontynuował prac. 

Dlaczego to ogłaszam? Chcę, głównie sam przed sobą, osiągnąć efekt "czystego biurka". Tak żeby z czystym sumieniem skupić się na czymś innym. Chcę spróbować czegoś nowego, zacząć powoli od małego pomysłu który krok po kroku będę spisywał, dzielił się z Wami, a może znajdą się ludzie którzy się dołączą? Chciałbym byśmy się nawzajem inspirowali, wymieniali pomysłami, dyskutowali itp. Wyniki tych prac oprócz publikowania blogu chciałbym na koniec połączyć i "wydać" jako np. PDF'a. Nawet jeśli będzie to kilka(naście?) stron :)

Co to będzie? Jeszcze nie wiem, ale jednego jestem pewien nie będzie to kolejne fantasy :) Ciągnie mnie w stronę SF, Space Opery itp. a że niedawno wpadło mi w ręce sporo podręczników do Travellera może coś opartego na tym systemie? Może jednak sandbox Hi-SF? Strasznie mnie ciągnie do piaskownicy, choć z drugiej strony przeraża ilość rzeczy które trzeba zrobić zanim się zacznie grać. Na pewno będzie to wyzwanie.

Zastanawiają mnie w tym wszystkim dwie kwestie. Czy ktoś z Was byłby zainteresowany takim projektem? Jako gracz a może też współtwórca? Jeśli tak, to pozostaje nadal kwestia techniczna - kiedy byśmy w to grali? Czy ktoś byłby chętny na "spotkania" w inne dni tygodnia niż czwartki? Niekoniecznie regularnie, możemy się umawiać na krótkie sesyjki nawet z dwudniowym wyprzedzeniem. 

Czekam na opinie i komentarze.

wtorek, 5 lutego 2013

Święta, święta i po świętach.

Zimno było jak diabli, do tego nieprzerwanie wielkimi płatkami sypał śnieg. Sytuacji bynajmniej nie poprawiał porwisty wiatr co i rusz przelatujący między chałupami i wzbijający w powietrze sporą część tego co już spadło prosto pod kaptur wędrowca. Mężczyzna po chwili dotarł do drzwi karczmy i kilkoma kopnięciami w podmurówkę spróbował oczyścić buty ze śniegu, nie widząc jednak efektów takiego kopania dał spokój i wszedł do środka. Sala główna karczmy "Pod złotym japkiem" była kompletnie pusta. Stoliki były uprzątnięte, ławy równo poustawiane a kominek i lampy na słupach wygaszone. 

- Karczmarzu! Olafie ?! - rzucił Umber zdejmując kaptur i otrzepując płaszcz ze śniegu - Jest tu kto?

Odpowiedziała mu głucha cisza. Wojownik zaintrygowany sytuacją ruszył w stronę kuchni uważnie rozglądając się po kątach sali. Kuchnia, tak jak i główna sala była kompletnie pusta, piec był wygaszony a wszystkie naczynia, kufle i inne przedmioty których nie potrafił nazwa a używa się w każdej kuchni leżały poukładane i czyste. Kompletnie już zdezorientowany ruszył dalej w stronę drzwi które musiały prowadzić do części karczmy gdzie mieszkał właściciel. Zanim jednak zdążył sięgnąć ręką do klamki, drzwi otworzyły się z trzaskiem. W drzwiach stał Olaf, ubrany jedynie w szlafmycę, koszulę nocną w niebieskie pasy i wielkie bambosze z pomponami, dzierżąc w obu rękach absurdalnie wielką patelnią przygotowaną do uderzenia. 

- Ach to wy Umberze - uspokoił się wyraźnie opuszczając narzędzie zbrodni - cóż was sprowadza?
- Czy to jest akurat ten jeden dzień w roku gdzie w tej karczmie się myje kufle? - odparł wojownik wyraźnie zaskoczony widokiem właściciela - Chciałem się ogrzać, zjeść coś, pogadać z kimś przy kufelku, a tu cisza jak w rodzinnym grobowcu, o co chodzi?
- Ach, no tak, wy nietutejsi. - rozpromienił się gospodarz - Dziś mamy Abrejse, czyli Cichą Noc. 
- Że co macie? Mam nadzieję, że to nie jest zaraźliwe?
- Ależ skąd, tak nazywamy nasze lokalne święto. 
- W okolicy skąd ja pochodzę święta obchodzi się trochę huczniej, jest więcej jedzenia, picia i tańców. 
- U nas też, ale to dopiero jutro. - Olaf podrapał się w głowę i zrobił minę jakby tłumaczył coś oczywistego niezbyt rozgarniętemu dziecku - Dziś nie hałasujemy, nie palimy ognia, a co za tym idzie nie gotujemy jedzenia. Jak bardzo chcecie mogę wam dać trochę wczorajszego chleba i kawałek słoniny, ale dziś nic więcej w całej wsi nie dostaniecie.
- Dobre i to, ale powiedzcie mi gospodarzu skąd takie dziwne święto. 

Karczmarz odkroił kawał chleba, z leżącego pod czystą ściereczką bochenka, dołożył do tego całkiem solidny kawałek wędzonego boczku a na koniec nalał z beczki lekkiego piwa.

- Usiądźcie i jedzcie, zaraz wszystko opowiem. 

A było to tak.
Dawno, dawno temu, gdy jeszcze mój dziadek był całkiem małym chłopcem krążyła po okolicy banda. Czy to byli dezerterzy, czy pobici najemnicy, czy po prostu zwykli bandyci, nieważne, teraz już nikt nie pamięta. Ważne było to że zima owego roku była bardzo ostra, śnieg sypał okrutnie. Wieś jaka by nie była zabita dechami, miała w ciepłe chałupy i jakieś zapasy coby tę zimę przetrwać. Bandyci tego nie mieli, siedzieli gdzieś w okolicznych jaskiniach cierpiąc głód i chłód. W normalniejszych czasach może by się im pomogło, ale czasy nie były normalne. Z powodu wojny, co to już nikt nie pamięta o co się toczyła, podatki były wysokie, plony niskie a i część naszych poszła w zaciąg do hrabiego. Nie było chałupy w której by się przelewało.
Bandyci jak to bandyci, postanowili złupić naszą wieś, a jak by dobrze poszło to i poczekać w chatach do wiosny. Szczęściem w nieszczęściu plany napaści podsłuchał pradziad Jontka, chyba zresztą też mu Jontek było. Co robił w jaskini, nie wiadomo, matce się potem tłumaczył że po chrust poszedł, tylko skąd chrust w jaskini? Fakt jest faktem że podsłuchał jak herszt wymyślił cichcem wieczorem do wsi przyjść, drzwi chałup pozastawiać a potem pojedynczo otwierać i po kolei mordować jak leci. Siedli chłopy w karczmie i radzić zaczęli co począć. Do obrony się niewielu nadawało, uciekać nie było gdzie a i w takim śniegu to daleko by nie uciekli, do hrabiego po pomoc posyłać, za daleko. Po kolejnej godzinie gdzie nic ustalić nie mogli do sali wszedł młody szewski pomocnik Cholewka i o posłuchanie grzecznie poprosił. I rzecze im tak "pogaście ognie we wsi, drzwi i okiennice pozawierajcie, kozom dzwonki poodczepiajcie i niech nikt hałasu żadnego nie czyni. Bandyci obcy są w tych stronach, po zmroku uda się ich wyprowadzić na manowce. A jak już im rzycie poodmarzają to im damy rady." Nic starsi lepszego nie wymyślili, to i młodego posłuchali. Ognie pogasić kazali, chałupy pozamykać i cicho siedzieć, a Cholewka wziął kilka pochodni, dzwonków bydlęcych, jakieś klekotki i w las poszedł. W lesie pochodnie pozapalał, na dzwonkach pogrywał, hałasy jakieś czynił i zanim się bandyci zorientowali, pół nocy minęło. Na koniec, zgodnie z planem, dzielny chłopak kompletnie przemarzniętych i skostniałych bandytów do wsi sprowadził. A tam już wszyscy na nich czekali. Kto co w obejściu miał, kose, widły czy cepy, wszystko w ruch poszło. Nawet się nie bardzo bronić mogli, tylko o zlitowanie prosili. Ulitowali się nad nimi chłopi, w loszku zamknęli i uradzili, że za wszelkie przewiny mają rok za parobków służyć. Później się okazało że większość z nich to całkiem porządne chłopy i po zakończeniu pokuty większość u nas została. Tak nasza wioska uratowana została. Od tego czasu na pamiątkę dzielnego Cholewki, srogiej zimy i ku pamięci tego że nawet największy bandyta może na dobrą drogę wrócić jak mu się solidnie plecy wygarbuje, co roku obchodzimy to święto. Przez cały dzień nie palimy ognia, nie robimy hałasu. Nocą zaś młodzi chodzą poprzebierani od chałupy do chałupy i jak kto się nie wykupi jadłem jakowymś czy kieliszkiem gorzałki to mu skórę dla zabawy wygarbują. Jednak jak który gospodarz co na sumieniu ma, chciwy był czy chytry to uważać musi, bo często mu się prawdziwe razy dostaną, tak ku opamiętaniu. A dnia następnego to normalnie już świętujemy, i jedzenie jest, i gorzałka i potańcówka. 

Na pomysł tego posta wpadłem zaraz po świętach, ale jakoś czasu i weny nie miałem, tak że dopiero teraz udało mi się go skończyć.
Siedziałem tak sobie z pełnym brzuchem myśląc o naszej ulubionej rozrywce i tknęło mnie, że w bardzo niewielu przygodach zdarzają się święta, zwłaszcza lokalne. Zdarzają się i owszem, święta związane z porami roku, przesilenia, Noc Kupały, czasem jakieś święto religijne. Choć szczerze powiem w większości światów fantasy z którymi się zetknąłem, temat ten jest potraktowany mocno po macoszemu. Niby tych bogów jest jak ulęgałek, ale poza "charakterem", kilkoma specjalnymi mocami którymi mogą obdarzyć swoich wyznawców, właściwie niczym się nie różnią. Gdzie cała mitologia? Dlaczego to bóstwo nienawidzi tamtego a innemu sprzyja? Dlaczego wyznawcy w dany dzień poszczą a w inny świętują? Rozumiem że podręczniki do RPG nie są z gumy, ale nasi MG zazwyczaj też nie wykazują się jakimś polotem w tej sprawie.

 Postanowiłem napisać więc mini poradnik. Żeby nasze święto miało "ręce i nogi" warto zastanowić się nad kilkoma punktami:

1. Kiedy świętujemy
Czy to będzie pierwszy dzień wiosny, 13 dni po tym jak lód zacznie pękać na lokalnym stawie czy podczas pierwszej pełni po zakończeniu zbiorów. Trzeba ustalić jakiś termin, i wcale nie musi to być konkretna data, wystarczy jeśli jasno da się ustalić kiedy to ma być. Vide wielkanoc. Co więcej, nie musi to być jeden dzień, może być kilka, ba, nawet cały miesiąc czy rok.

2. Dlaczego świętujemy
Co takiego się wydarzyło że warto o tym pamiętać? Ktoś się urodził, umarł, zrobił coś wielkiego czy głupiego, może po prostu zabawnego i ludzie chcą to pamiętać? A może po prostu jest to radość z przeżycia kolejnej zimy czy dobrych zbiorów? Równie dobrze może to być rocznica podpisania pokoju po wielkiej wojnie, urodziny króla, czy tak jak w opowiastce powyżej pamiątka uratowania wsi przed bandytami. Musi to być coś charakterystycznego. Dobre święto poznać po tym, że Wasi gracze nawet po pewnym czasie będą kojarzyć o co chodziło w tej wielkiej popijawie 23 października. 

3. Czym ten dzień różni się od innych
Święto musi się czymś wyróżniać. Czy to będzie fakt jedzenia ohydnej ryby, malowanych jajek na twardo, dawanie prezentów, robienie głupich dowcipów czy podpalenie opon i powieszenie kukły ubranej na niebiesko - nieważne. Po prostu musi się to robić tylko i wyłącznie tego dnia. Dobrze by było gdyby te wydarzenia były jakoś powiązane z tym dlaczego świętujemy, w sumie Tradycja to takie fajne imię dla dziewczynki, ale równie dobrze mogły pojawić się później jako nawiązanie do wcześniejszej historii. Na przykład rocznica śmierci króla po kilku(set) latach staje się okazją do wielkiej fety bo władca w sumie był draniem i tyranem. Czy to jest raczej skromna uczta w gronie rodzinnym, czy też może wielka procesja za kapłanem wokół murów miejskich?

4. Menu
Zazwyczaj święta łączą się z jedzeniem i piciem, no może poza tymi gdzie dla odmiany nic się nie je, ale to w sumie też można potraktować jako formę menu świątecznego. Jeśli już jest jedzenie, to też może być charakterystyczne tylko dla tego święta jak wcześniej wspomniana ryba. (Ktoś w ogóle jada karpie poza grudniem?) Jeśli jeszcze do tego zostanie wymyślone dlaczego akurat takie a nie inne potrawy spożywa się tego dnia, to tylko pomoże w uatrakcyjnieniu okoliczności.

5. Dodatkowe atrakcje
Czy oprócz wyżej wymienionych rzeczy, robi się coś jeszcze? Czy po skromnym rodzinnym śniadaniu i wizycie w świątyni robi się jeszcze coś ciekawego? Wcale nie muszą to być rzeczy charakterystyczne dla danego święta, raczej ogólnie związane ze świętowaniem w świecie Waszych przygód. Może organizowany jest turniej rzucania laserowym freesbie, wyścigi w beczkach czy może gonitwa z bykami? A może czarodzieje organizują pokaz sztucznych ogni a DJ'e potańcówkę w remizie?

6. Tabu/tajemnica
Jako dodatkową "wisienkę na torcie" można do takiego święta dołożyć jakieś "tabu". Na przykład, kto danego dnia przelał krew/jadł śliwki/ubrał się na zielono nie może uczestniczyć w uroczystości. Czy też może najpiękniejsza dziewica i zwycięzca zawodów strzeleckich po tym jak zostaną ukoronowani dębowymi liśćmi na królową i króla święta, po zachodzie słońca zostają złożeni w ofierze potworowi żyjącemu w jaskini pod miastem.

Święta oczywiście mogą być większe i mniejsze, obchodzone przez zamkniętą grupę etniczną czy ogólnopaństwowe. Może się tak zdarzyć, zwłaszcza w przypadku świąt państwowych i religijnych, że dane święto dla jednej grupy będzie to okazja do wielkiej fety a dla innej pamiątka wielkiej tragedii. 

Oczywiście trzeba to wszystko robić z głową, święta nie powinny występować zbyt często i nie powinny być zbyt powszechne. Niech to będzie coś na co wszyscy cały rok czekają, a wtedy same przygotowania do świętowania mogą być ciekawym tłem dla Waszych przygód. 

P.S. Mam zamiar dorobić moduł "świąteczny" do mojego generatora, ale o tym napiszę następnym razem.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Miejska dżungla

Jak zapewne wiecie ostatnimi czasy przeżywam okres fascynacji wszelkiego rodzaju sanboxami.  Choć przyznam że słyszałem o jednej czy dwóch toczących się w kosmosie, to większość tego typu gier toczy się w scenerii fantasy. Nigdy za to nawet nie słyszałem o miejskim (!) sandboxie cyberpunkowym...

Wyobraźcie sobie, że miasto przyszłości to dżungla, wielka, niezbadana, dzika dżungla... Cóż z tego że w każdej chwili możecie pobrać do waszych komórek/laptopów/wszczepów pamięci idealnie odwzorowującą rzeczywisty układ ulic mapę z google maps skoro tak naprawdę nie ma na tych mapach najistotniejszych informacji. Powiecie że są notki o bankomatach, lecznicach, kafeteriach i promocjach, owszem są. Tylko dla Was jako dzieci ulicy są kompletnie nieprzydatne. Dlaczego? Dlatego że ochrona nigdy nie wpuści takich jak Wy do galerii, a nawet jeśli to z waszymi zarobkami możecie sobie co najwyżej polizać szybkę. 

Istotne informacje istnieją tylko w pamięci ludzi którzy żyją na tych ulicach. To gdzie jest czarnorynkowy market, jaki gang akurat opanował ten kwartał ulic czy informacja gdzie można znaleźć nielegalne części do nieautoryzowanych cyborgizacji. To są cenne informacje i to często na wagę złota, bo mogą uratować czyjeś życie. A tak cennych informacji w google'ach nie znajdziecie.

Co powiecie na takiego sandboxa? Gama możliwości jest praktycznie nieskończona. Własnego samochodu nie macie, a w tej okolicy taksówki się nie zatrzymują. Sama podróż do sąsiedniej dzielnicy gdzie ponoć mieszka stary fixer posiadający części do respiratora matki może stanowić wstęp do mini kampanii. Po drodze można spotkać całą bandę najdziwniejszych stworzeń, przyjaznych jak i wrogich, skarby, lochy czy dziwne świątynie. Wszystko co tylko przyjdzie Wam do głowy można znaleźć w mieście. Cóż z tego że lochem może być podmiejski kompleks R&D jakiejś firmy, a świątynia kolejnym ortodoksyjnym odłamem Kościoła Cyber Jezusa. Zapytacie o potwory? A mało tego w mieście? Zmutowane aligatory w kanałach czy zdziczałe hordy psów to najbardziej sztampowe przykłady. Może chcecie smoka? Bo słyszałem, że gdzieś w okolicy krąży oszalała sztuczna inteligencja w cyber ciele tyranozaura. A może coś się wydostało z prywatnego zoo jakiegoś bogatego świra?

Pewnym założeniem mogło by być żeby gracze, przynajmniej na początku, nie posiadali zbyt wielkich zasobów, ale też ciekawym pomysłem może być rzucenie super bogatego Corpo-Garnitura w takie środowisko gdzie super wypaśny telefon nie działa a jego platynowa karta może służyć tylko jako urządzenie do dzielenia kokainy*. Miasto też nie powinno przypominać centrum Warszawy, a raczej przemysłowe przedmieścia, ale to też tylko kwestia kilku dobrych pomysłów a nie sztywnych ograniczeń. Nawet szklane centrum miast może mieć swoją ukrytą "podszewkę", czego świetnym przykładem może być gra "Mirrors Edge" opowiadająca o kurierach żyjących na dachach budynków korporacji. Pamiętajcie, miasto to dżungla...

Miała być krótka notka o głupim pomyśle, ale w trakcie jej pisania sam się nakręciłem i przyszło mi do głowy tysiące pomysłów. Może coś z tego sklecę?

*) Ktoś kojarzy "The Night Before" z Keanu Reevs'em? :)